Indywidualne zarządzanie własnością – przyszłość czy przemijająca moda? cz.I

Od około dwóch lat w Polsce zauważa się gwałtowny wzrost popularności indywidualnego zarządzania własnością. Wielu z nas nie wie, co to tak naprawdę oznacza. Rozpatrywać należy je w kilku aspektach równocześnie. Przede wszystkim jest to samodzielne dysponowanie swoją twórczością i prawami autorskimi do własnych utworów. Osoba tak zarządzająca własnością intelektualną decyduje sama zajmować się produkcją, promocją i dystrybucją gotowych (własnych) utworów. Indywidualne zarządzanie polega więc na „samodzielnym dysponowaniu rezultatami pracy naukowej czy artystycznej”[1]. Artysta (osoba działająca w pełni sama, bez pośrednictwa wydawnictwa, sama zajmująca się wszystkim, co dotyczy produkcji i zarządzania utworami) ma pełną kontrolę nad prawami autorskimi, ale także swoim wizerunkiem i  promocją. Warto dodać, że w świetle polskiego prawa autorskiego twórcy mają szereg uprawnień i  praw do zarządzania nimi. Za A. Pluszyńską[2] wyróżnić można funkcje wypełniane przez twórcę w ramach zarządzania tymi prawami:

  • Kreowanie – tworzenie różnorodnych w formę  treść dzieł.
  • Planowanie i podejmowanie decyzji (m.in. o utworze i związanymi z nimi aspektami)
  • Organizowanie i wypełnianie formalności (np. umowy, zlecenia)
  • Rozpowszechnianie i dystrybucja (treści)
  • Marketing i PR (by wypromować siebie i utwór)
  • Kontrola (sprawdzanie efektów).

 

Zarządzanie indywidualne ma trzy odmiany:

  • artysta zarządza twórczością przez cały czas,
  • artysta zarządza twórczością tylko na początku,
  • artysta zarządza twórczością tylko w zakresie bezpłatnego udostępniania utworów.

Najbardziej popularne, spośród tych odmian, jest samodzielne zarządzanie tylko początkowo, kiedy artysta nie jest jeszcze znany. Jego celem jest wypromowanie siebie, wyrobienie sobie nazwiska, by później móc już nawiązać współpracę z wydawnictwem. Decydujący się na takie rozwiązanie liczą, że ułatwi im ono uzyskanie korzystnych umów i wydanie papierowej książki (czy płyty).

Gdy mówimy o zarządzaniu tylko w zakresie udostępniania dzieł na licencji mamy na myśli przede wszystkim licencje creative commons (lub innych). I tym razem artysta świadomie dąży do współpracy z wydawnictwem, na tym mu zależy, a wszystkie działania mają do tego doprowadzić.

Najczęstszym ruchem realizującym indywidualne zarządzanie własnością jest samopublikowanie (ang. self publishing). Dziś wielu pisarzy decyduje się na takie posunięcie (także w Polsce). Wynika to z trudności w przekonaniu wydawnictw do wydrukowania utworów autorów nieznanych czy mało popularnych. Dotyczy to także gatunków cieszących się mniejszą popularnością czy specyficznego stylu pisania (tak samo jest w przypadku muzyki). Gdy treść książki jest kontrowersyjna lub twórca należy do ceniących swoją wolność i niezależność, samopublikowanie jest rozwiązaniem idealnym. Nie trzeba wtedy liczyć na łaskę czy niełaskę wydawnictwa, można zadecydować w pełni o wyglądzie i cenie pozycji. Niestety rozwiązanie to ma także swoje wady – np. trudności w dotarciu do odbiorców.

Self publishing od dwóch lat podbija amerykański rynek. W zeszłym roku w słynnym sklepie Amazon dostępnych było ponad 700 tysięcy e-booków, w tym ponad 30 tysięcy wydanych samodzielnie. W Polsce self publishing dopiero raczkuje, ale wiele faktów świadczy o tym, że ma szansę przyjąć się i u nas. Na pewno problemem jest zbyt mała popularność w kraju czytników e-booków, a to przede wszystkim w formatach na nie wydaje się książki w tym nurcie.

Urządzenia przenośne, na których możemy czytać elektroniczne książki, to przede wszystkim e-czytniki, tablety, smartphony, także komputery, laptopy czy netbooki. Najważniejsze są te pierwsze – e-czytniki, urządzenia stworzone specjalnie do odczytywania na nich elektronicznych publikacji. Dziś na rynku dostępnych jest wiele ich rodzajów, jednak te najlepsze mają niewątpliwą przewagę nad konkurencją i innymi urządzeniami przenośnymi – posiadają funkcję e-ink (elektronicznego papieru). Jest to specjalny rodzaj wyświetlacza, który nie świeci a pokazuje napisy dzięki kulkom atramentu (białego i czarnego) układającym się w piksele poprzez impulsy elektryczne. Dzięki tej technologii mamy możliwość czytania bez męczenia oczu, bez migotania, pod dowolnym kątem nawet przy pełnym słońcu. Oczywiście e-booki czytać można także na innych, wymienionych już urządzeniach, ale najwygodniejsze są do tego czytniki. Niestety w Polsce są one jeszcze drogie, przez co mało dostępne (koszt to około 500-700 zł). Niewątpliwie wpływa to na średnią popularność samych e-booków. Szacuje się jednak, że ten segment będzie się prężnie rozwijał. Wraz z rosnącą popularnością czytników wzrośnie zapotrzebowanie na treści na nie przeznaczone.

KJ-J


[1] A. Pluszyńska, Zarządzanie prawem autorskim – wstęp do zagadnienia [w:] Zarządzanie w kulturze, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, tom 12, 2011, s.46.

[2] tamże

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *